Wywiad z Paulem Vunakiem
Pytanie: Jaką sztukę walki trenowałeś na początku?
Odpowiedź: TaeKwonDo. Zacząłem w wieku 9 lat i ćwiczyłem cztery
lata.
 |
 |
Pytanie: Kto był instruktorem?
Odpowiedź: Było czterech instruktorów prowadzących zajęcia. Nazywano ich Braćmi
Yi. Zdaje się, że ich nazwiska brzmiały: Yung Pok, Yung Kuk, Yung
Ho, i Yung Chuen.
Pytanie: Dlaczego przestałeś u nich trenować?
Odpowiedź: Kiedy w końcu zdobyłem czarny pas postanowiłem rozwijać się dalej.
Uważałem, że moje kopniecia są całkiem niezłe, jednak brakowało mi
dobrych technik ręcznych.
Pytanie: Jaka była następna szkoła?
Odpowiedź: Tiger-Crane Kenpo Karate...Była to gałąź BKF (Black Karate Federation).
Pan o nazwisku Al Fleming był moim instruktorem.
Pytanie: Jak długo tam ćwiczyłeś?
Odpowiedź: Mniej więcej trzy lata...
Pytanie: Czemu przestałeś?
Odpowiedź: Przestałem kiedy spostrzegłem, że szkoła zamieniła się w przedszkole.
Na 23-30 dorosłe osoby przypadało 50 dzieciaków. Byłem zainteresowany
walką a nie robieniem biznesu wiec zdecydowalem się zamknąć grupę
dziecięcą i wtedy po trzech miesiącach szkołę wogóle zamknięto!
Pytanie: Dlaczego byłeś bardziej zainteresowany walką niż biznesem?
Odpowiedź: Tak zostałem wychowany. Byłem świadkiem wielu walk od wczesnego dzieciństwa.
Mieszkałem w najgorszej dzielnicy Long Beach w Californi. W mojej
szkole średniej (Poly High) z racji swego pochodzenia nie miałem
łatwo. Nie wspominając o dorastaniu w domu z ojcem Jugosłowianem
i matką Sycylijką!
Pytanie: Gdzie poszedłeś po opuszczeniu szkoły Kenpo?
Odpowiedź: 22 listopada 1976 roku zostałem przedstawiony Danowi Inosanto w Akademi
Filipińskiego Kali.
 |
Pytanie: Jak tam było?
Odpowiedź: Pamiętam, że były podziały na grupy.Większość
ludzi nie wie ale owego czasu w Akademii obok Jeet Kune Do czy Kali
było nauczane także Kenpo karate.Pamiętam, że przyszedłem
na zajęcia w sobotę popołudniu kiedy nie było formalnych zajęć tylko
czas przeznaczony dla każdego na indywidualny trening. Postanowiłem
posparować z kimś aby przekonać się czy była to szkoła dla mnie.
Pytanie: Z jakim rezultatem?
Odpowiedź: Wybrałem największego, najgroźniej wyglądajacego
gościa i zaproponowałęm sparing. Moja adrenalina wzrosła i miałem
zamiar
znokautować faceta. Pamietam też, że zaatakowałem backfistem i to
była ostatnia rzecz jaką zapamiętałem...! Kiedy się ocknąłem zobaczyłem
grupkę ludzi nachylających się nade mną. Pamietam, że pierwszymi
słowami jakie wypowiedziałem były: zapisuję się!
Pytanie: Czy ćwiczyłeś jeszcze potem się z tym gościem?
Odpowiedź: (śmiech). Tak, zostaliśmy przyjaciółmi
i ciężko razem trenowaliśmy. Nazywał się Torrance Mathis. Pamiętam,
że kiedyś skopał mi dość mocno
tyłek i odwiózł do domu, ponieważ moje auto było popsute, usiadłem
na skraju łóżka i spojrzałem na ścianę gdzie wisiały moje certyfikaty
i nagle zerwałem je wszystkie. Wpadła do pokoju moja mama i zapytała
co się stało z moją twarzą...Wtedy opowiedziałem jej
o wszystkim co się stało.
Pytanie: Co się z Tobą działo później?
Odpowiedź: Po trzech latach spędzonych w Akademi zacząłem tam uczyć.
Pytanie: W którym to było roku?
Odpowiedź: Miałem 19 lat więc musiało to być w 1979 roku.
Pytanie: Jak wyglądało uczenie w Akademi?
Odpowiedź: Kiedy skończyłem prowadzenie zajęć w grupach przedpołudniem, zaczynałem
około 16.00. Ostatnia grupa kończyła około 22.00. Potem jeszcze długie
rozmowy z Danem do 2 w nocy...
Pytanie: Czyli spedzałeś tam 8-10 godzin, przez 7 dni w tygodniu?
Odpowiedź: Nie, w niedzielę szkoła była zamknięta...
Pytanie: Dlaczego tak napięty plan zajeć?
Odpowiedź: Zajmowałem się nauczaniem już w wieku 17 lat. Podczas mojego treningu
i nauczaniem
w Akademi Dana Inosanto, prowadziłem także szkołę Savate razem z
Danielem Duby w latach 1980-1984 (była to pierwsza w USA szkoła Savate).
Nigdy nie miałem innej pracy....chociaż nie, pracowałem w Kentucky
Fried Chicken przez trzy i pól dnia...
Pytanie: Jak długo pracowałeś wg tak napiętego planu?
Odpowiedź: Aż do czasu zamknięcia Akademi,
czyli od 1976 do 1984 roku. Potem kontynuowałem naukę
z Danem w Culver City przez następne dwa lata. Wtedy własnie stworzyłem
moją organizację Progressive Fighting Systems.
Jednakże nigdy nie przestałem być uczniem Dana.
Pytanie: Jaki był cel stworzenia swojej organizacji?
Odpowiedź: Podczas całego okresu kiedy nauczałem
u Dana, wzrosła mocno liczba moich prywatnych uczniów. Kiedy ktoś
przychodził do Dana aby uczyć
się prywatnie, on kierował ich do swoich instruktorów w zależności
od zainteresowań. Jeśłi ktoś chciał ćwiczyć walkę pałkami to kierował
go do Teda Lucay, jeśli boks - do Richarda Bustillo. Gdy ktoś był
zainteresowany czystą walka uliczną - do mnie. I dlatego PFS skupia
ludzi, którzy mają zacięcie do walki pod kątem samoobrony i "ulicy".
Pytanie: Ilu ludzi skupia organizacja?
Odpowiedź: Mamy ponad 300 instruktorów i około 4000 członków.
Pytanie: Jesteś właścicielem 300 szkół?
Odpowiedź: Nie, nie nauczyłem się niczego od Kentacky Fried Chicken...(śmiech).
PFS jest raczej grupą przyjaciół, w której ja pełnię rolę bardziej
przewodnika niż szefa. Tak naprawdę mamy dwie zasady:
- lojalność wobec Dana Inosanto
- rozwijać Jeet Kune Do i Kali w odpowiedzialny
i etyczny sposób
Pytanie: Możesz przybliżyć zasady nadawania stopni w Twojej organizacji?
Odpowiedź: Aby to zrozumieć, trzeba najpierw znać metody nauczania Jeet Kune
Do. Jest to związane z procesem a nie z produktem. Innymi słowy,
osoba zwiększa swoją biegłość w Jeet Kune Do poprzez proces samopoznania
a samopoznanie jest wspomagane poprzez nauczanie innych. Zaczęło
się to kiedy Bruce Lee przyjechał do Ameryki ze swoim Wing Chun.
Jednak po odkryciu wielu ograniczeń zaczął eksperymentować ze swoimi
uczniami. Przecież aby się rozwijać musiał mieć ludzi, z którymi
mógł ćwiczyć.
Dan Inosanto jest pomostem pomiędzy nami a koncepcjami Bruce'a. Po
śmierci Bruce'a, na Danie spoczęła odpowiedzialność za Jeet Kune
Do. Aby móc rozwijać się w Jeet Kune Do, otworzył Akademię Filipińskiego
Kali. Ta szkoła nie była niczym innych jak tylko garażem pełnym twardych
uczniów. Przyjeżdżali ludzie z całego świata aby zobaczyć "sztukę
walki Bruce'a Lee". Byli wśród nich bokserzy, thaibokserzy, światowej
klasy karatecy, ludzie kung fu i inni styliści. Dla ludzi mających
negatywne nastawienie mieliśmy dwa słowa: "zakładaj rękawice!". Pamietam,
że nasza szkoła miała złą opinię. Inni zwykli mawiać: "Ci ludzie
nie ćwiczą sztuk walki - oni są zainteresowani tylko walką."
Podłoga była tak zachlapana krwią, że w końcu pomalowaliśmy ją na
czerwono!
Akademia Kali była laboratorium, w którym rodziła się sztuka jakiej
dziś nauczamy i uczymy się. Gdy Akademia została zamknięta, potrzebowałem
ludzi, których mógłbym uczyć i razem z nimi rozwijać swoje umiejętności.
Dlatego właśnie utworzyłem PFS. Jedyną metodą jaką wyznaję w nauczaniu
to doprowadzić moich uczniów na pewien podstawowy poziom wiedzy i
kazać im uczyć innych. To pozwala im na niewiarygodnie szybki samorozwój
w Jeet Kune Do. Podstawowa wiedza uprawnia do posiadania stopnia
Asystenta Instruktora. Jest to takie błogosławieństwo do nauczania
innych tego co się samemu umie. Nie oznacza to, że osoba taka jest
w pełni wykwalifikowanym instruktorem! Po około 2-3 latach kontynuowania
nauki i zdobywaniu doświadczenia w nauczaniu innych (co jest niezbędnym
elementem samorozwoju) nadaje się stopień Instruktora Pierwszej Fazy.
Po kilku nastepnych latach uczenia się i nauczania innych uzyskuje
się Full Instruktora. Full Instruktor może mianować swoich Asystentów
Instruktora. Ostatnim stopniem jest Senior Instruktor. Ci muszą ćwiczyć
ze mną minimum 10 lat. To już jest naprawdę wysoki poziom i najwyższe
wyróżnienie w PFS, nie tylko techniczny ale też moralny. Aby go osiągnąć
wymaga to mocnej determinacji w samodoskonaleniu siebie i w nauczaniu
innych. Senior może mianować Asystentów i Instruktorów Pierwszej
Fazy.
Pytanie: Kiedy rozpocząłeś trening Jiu Jitsu?
Odpowiedź: W czerwcu 1988 poznałem smak Jiu Jitsu na treningu z Rorionem Gracie,
w jego garażu.
Pytanie: Co pamiętasz najbardziej z Twojego treningu z Gracie?
Odpowiedź: Nie chce zabrzmieć jak fanatyk, ale narodziłem się na nowo. Po dziesięciu
latach treningu Jiu Jitsu jeszcze wciąż mam wiele do nauczenia się.
Bedę uczniem do końca życia...
Pytanie: Z kim z Graciech oprócz Roriona jeszcze trenowałeś?
Odpowiedź: 1,5 roku z nim, z Roycem też mniej więcej tyle, Roylerem z pół roku
i potem z Ricksonem przez 3 lata.
Pytanie: Dlaczego cwiczyłeś aż z czterema Graciemi?
Odpowiedź: Każdy z nich ma inny sposób walki i inny sposób czucia przeciwnika.
Pytanie: Który z nich wywarł na Tobie największe wrażenie?
Odpowiedź: Każdy z nich jest niesamowitym fighterem. Jednak ktokolwiek chociaż
przez 5 minut posparował z Ricksonem to powie, że ten człowiek jest
z innej planety! Nie znajduje słów aby określić jego poziom umiejętności.
Było i jest niewielu takich ludzi: Bruce Lee, Michael Jordan, Wayne
Gretzky, Rickson Gracie....Bóg musiał być w cholernie dobrym nastroju
kiedy rozdzielał im atrybuty (śmiech)...
Pytanie: Czy inni praktycy JKD także ćwiczyli Jiu Jitsu?
Odpowiedź: Bardzo, bardzo niewielu. Myślę, że dla wielu ludzi, kiedy uczą już
innych, jest za trudno założyć gi, obwiązać się białym pasem i zostać
uczniem zaczynając wszystko od poczatku....
Pytanie: Co się z Tobą działo dalej?
Odpowiedź: Stałem się fanatykiem na punkcie Jiu Jitsu. Zacząłem poznawać ludzi
z Jiu Jitsu od Południowej Dakoty po Afrykę Południową. Nikt poza
Brazylią nie słyszał jeszcze o Jiu Jitsu więc zacząłem wprowadzać
je do swojego programu i zapoznawać z nim ludzi PFS. Potem Gracie
otworzyli szkoły, nastały czasy UFC. Teraz znają ich wszyscy. Jestem
zadowolony, że trenowałem z nimi w okresie kiedy byli nieznani i
mogli mi poświęcić wiele czasu.
Pytanie: Kiedy zacząłeś uczyć Navy Seals?
Odpowiedź: W 1988 roku.
Pytanie: Dlaczego przyszli do Ciebie?
Odpowiedź: Nie mam pojęcia. Przyszedł do mnie Pan
o nazwisku Monty Trezise, który po rozmowie skierował mnie do Franka
Cucci. Po rozmowie
w cztery oczy, która nastawila Franka bardzo etuzjastycznie, skierowano
mnie do Virgini.
Pytanie: Z jakimi grupami pracowałeś?
Odpowiedź: Głównie Grupa 6, jednakże mialem styczność ze wszystkimi. Większość
treningu odbywała się w bazie, niekiedy w terenie.
Pytanie: Jak długo byleś w Virgini?
Odpowiedź: Bardzo długie trzy lata..
Pytanie: Dlaczego "bardzo długie"?
Odpowiedź: Ponieważ cały dzień trenowaliśmy potem szliśmy do baru i bardzo często
bralismy udział w bójkach. Nie są to dni, z których byłbym szczególnie
dumny.
Pytanie: Trening z Navy Seals i walki to marzenie niejednego uprawiającego
sztuki walki!
Odpowiedź: Bardzo łatwo jest marzyć. Jednak pobudki w wiezieniu z zaschnietą
krwią na całym ciele nie należą do przyjemności....
Pytanie: W jakich okolicznościach wróciłeś do Californi?
Odpowiedź: Do końca kontraktu zostało pół roku, jednak udało mi się delegować
obowiązki na moich trzech najzdolniejszych tamtejszych uczniów:
Pat'a Bagley'a, Pat'a Tray'a i Franka Cucci. Certyfikowałem ich na
Full Instruktorów i dałem swoje błogosławieństwo. I mogłem w końcu
wrócić do Californi. Teraz tylko jeżdżę tam okazionalnie kiedy potrzebują
mojej pomocy przy jakiś specjalnych operacjach.
Pytanie: Co zamierzasz teraz?
Odpowiedź: Zainteresowałem sie ostatnio muzyką i medycyną niekonwencjonalną.
Zawsze mnie to fascynowało. Wolę leczyć ludzi niż ich ranić. Przez
ostatnie kilka lat utrzymywałem specjalna dietę co niesamowicie mi
pomaga w osiągnieciu spokoju psychicznego i zdrowia.
Pytanie: Co Cię skłoniło do takich zainteresowań?
Odpowiedź: Mam wrzód na żołądku, więc była taka potrzeba. Jednak gdy odczułem
pozytywne skutki zdrowego trybu życia, chcę się podzielić tym z innymi.
Pytanie: Czy masz jakieś aspiracje w kierunku biznesowym?
Odpowiedź: Nie chcę za wiele zmieniać. Lubię mój styl życia. Moje umiejętności
biznesowe są na poziomie białego pasa. Biznes to ocean pełen rekinów
a ja zaledwie umiem w nim pływać...To zadziwiające jak biznes może
zmienić ludzi i jak bezwzględni mogą się stać. Wiele organizacji
i wielu ludzi uważa mnie za swoją konkurencję
i nie do wiary jak daleko mogą się posunąć
w tym co robią i mówią. I z każdym następnym rokiem posuwają się
coraz dalej. Na niektórych forach dyskusyjnych piszą o mnie niestworzone
rzeczy jednak są to plotki tak dalekie od prawdy, że nie sprawiają
mi w żaden sposób przykrości...
Uważam, że szkoda mojego czasu, pieniędzy i energii do tego aby je
komentować i próbować z nimi walczyć.
Pytanie: Czy zechcesz wymienić jakieś nazwiska?
Odpowiedź: Nie (Paul uśmiecha się). Prawie każdy to robi. Niektórym wydaje się,
że aby odnieść sukces muszą kogoś pogrążyć. To tak jak w pokerze,
ktoś wygrywa więc ktoś musi przegrać. Ja jednak nie stosuje takiej
metody. Gdy ktoś pyta mnie o opinie na temat jakieś osoby to mówię:
obejrzyj jego kasety, pojedź na seminarium i oceń sam.
Można robić efekty specjalne, można prowadzić wspaniały marketing,
można skłamać na temat osiągnięć ale mechanika ciała, poruszanie,
technika - te nie skłamią i od razu widac kto zacz. Wielu reklamuje
się jako następcy Bruce'a Lee. Ja tego nie robię. Przegrałem zbyt
wiele walk aby mieć przerośnięte ego (śmiech).
Kocham moją żonę, moje zwierzęta. Interesuje się muzyką, lecznictwem
i niech tak zostanie. Nawet gdybym jutro wygrał w Lotto - moje życie
nie zmieniłoby się zbytnio.
|