Sobota 22 kwietnia 2006
Nasza ekipa zbierała się o 6.30. Z Gdyni jechało 11 osób. Wszyscy w dobrych humorach
i z wielkimi nadziejami na dobre seminarium, rozlokowali się w trzech autach, którymi ruszylismy w trasę. Niestety pogoda nie podzielała naszego dobrego humoru. Lało jak z cebra...
Po około dwu i półgodzinnej jeździe dotarliśmy do granic Torunia. Zanim jednak trafiliśmy do celu naszej podróży, pozwiedzaliśmy miasto, lekko błądząc i gubiąc po drodze jedno auto ;). Po tych małych przygodach dotarliśmy wreszcie na sale. Siedmioosobowa ekipa z Kwidzyna, z Raulem na czele, była już na miejscu. Ponieważ pierwszy trening miał delikatny poślizg, mieliśmy dużo czasu na rozprostowanie kości i rozgrzanie się.
Około godziny 10.30 na sali pojawił się niewielkich rozmiarów, jakiś metr siedemdziesiąt, około 70 kg, smagły człowiek. Draculino. Przywitał się ze wszystkimi. Za chwilę pojawił się także gospodarz - główny instruktor Gracie Barra Toruń - Paweł Nowicki. No i zaczęło się... Na początek rozgrzewka, niezbyt intensywana, jak to rozgrzewka ;). Później Draculino przeszedł do konkretnego materiału. Od razu wspomniał, iż jego jiu jitsu i w ogole jiu jitsu, jest pozbawione siłowych rozwiązań. Brazylijczyk, ku naszemu zadowoleniu, powiedział również, iż materiał na seminarium będzie wyjściem poza przyjęte i znane normy. Zaczeliśmy od przechodzenia gardy zamkniętej a potem gardy zwanej de la riva. I faktycznie, techniki były inne od tych, które do tej pory widzieliśmy.
Draculino poraził nas ilością szczegółów i dokładnością przekazywanych instrukcji. To jest właśnie zaleta instruktorów o "małych gabarytach". Ich technika stoi na bardzo wysokim poziomie, bo musi działac na cięższych przeciwnikach, z którymi jakakolwiek wymiana siłowa nie wchodzi w grę.
Następna partia materiału dotyczyła walki z góry - czyli kończenia przeciwnika z pozycji bocznej. Także tutaj Draculino zaskoczył nas dokładnością przekazu i także zapoznał nas ze swoim stylem jiu jitsu, w którym to zastawia na przeciwnika wiele 'pułapek". Pozornie oddaje inicjatywę będąc na górze czy też lekko odpuszcza presje po to, aby przeciwnik wpadł w zastawione sidła przemyślanej akcji. Vinicius porównywał jiu jitsu do szachów, każdy kolejny ruch przeciwnika ma wywoływac nasz kontrruch z tym, że mamy być zawsze o jeden ruch dalej niż przeciwnik. Pierwszy trening zakończył się sparingami zadaniowymi, w których to miałem zaszczyt pokulać się z naszym znamienitym gościem. Pomimo, iż moja kulanka nie trwał zbyt długo ;), to odczułem to, o czym Draculino mówił od początku naszego spotkania. Zero siłowego jiu jitsu w Jego wykonaniu. Sparing z kimś takim to przyjemność.
Po pierwszej, sobotniej części seminarium udaliśmy się do hotelu. Od początku opiekował się nami jeden z gospodarzy - Bartek "Fiel", dzięki któremu nie martwiliśmy się jak i gdzie dojechać w obcym dla nas mieście. Na obiad udaliśmy się do restauracji Sołtys, gdzie czekała juz reszta ekipy z Draculino i Pawłem. Podczas posiłku miałem okazję porozmawiać z Draculino, Pawłem, wspomnianym już Bartkiem i jeszcze jednym przedstawicielem gospodarzy, ponieważ dzieliliśmy jeden stolik. Draculino opowiadał nam niezliczona ilość historyjek na temat jiu jitsu, zawodników i temat koło jiu jitsu ale nie tylko...Bardzo chętnie uczył się polskiego. Jednymi z pierwszych słów, których się nauczył było słowo: parówka ;) a także kilka mniej centzuralnych ;). Zdziwiłem się, że nie ma problemu w wymawianiu szeleszczących spółgłosek np w słowie: barszcz, którą to zupę właśnie konsumował. Przerwa na posiłek i odpoczynek trwała około 3 godzin. O 16.30 zaczęła się druga część seminarium. Brazylijczyk skupił się teraz na walce z dołu, czyli operowaniu gardą. Przerabialiśmy bardzo ciekawe kombinacje w posługiwaniu się odmianą pajęczej gardy, zwaną bicep lock guard. Później kilka wersji dochodzenia do omoplaty. W tym dniu używaliśmy bardzo często gi przeciwnika, owijając je wokół ramienia czy też wykonując duszenia w podobny sposób. Na koniec treningu, sparingi...
Po niedługim czasie, który wykorzystaliśmy na higienę osobistą i nałożenie makijażu ;) udaliśmy się do klubu Papaya, na nieoficjalną część seminarium. Wszyscy bawili się wyśmienicie, a Draculino przyznał później, że była to jedna z najbardziej szalonych imprez jakie przeżył. Na temat szczegółów samej imprezy nie będę się rozpisywał. Nadmienię tylko, iż dla niektórych osób (włączając Draculino) przeciągnęła się do 7 rano :).
Niedziela 23 kwietnia 2006
Nastepny dzień był ciężki ;). Poranny trening miał znaczny poślizg z oczywistych powodów, jednak gdy tylko się zaczął wszyscy zapomnieliśmy o "trudach" dnia poprzedniego i wzieliśmy się ostro do pracy. Na pierwszy ogień poszła półgrada i przetoczenia z niej. Potem pozycja boczna i zaskakująca technika kończenia przeciwnika będąc na dole (!) zwana Hudini...:)
Około godziny czternastej udaliśmy się na posiłek.
Ostatnia częśc seminarium to materiał do submission wrestling i MMA, czyli techniki bez gi. Obalenia, przejścia gardy - crocodile ;) a potem duszenie trójkątne rękoma z bocznej rozpracowane w najmniejszych szczegółach. Na koniec zadaniówka. Podsumowując dwa dni, Draculino powiedział, iż zaskoczyliśmy go wyższym poziomem technicznym jiu jitsu niż spodziewał się zobaczyć i jest pewny, że polskie jiu jitsu będzie w niedługim czasie bardzo liczyło się na świecie. Dodał również, że jest to dowód na dobrą jakość przekazywanej wiedzy przez instruktorów z Polski. Słowa te wypowiedziane przez taki autorytet przyniosły wielką satysfakcje nam instruktorom na co dzień pracującym w swoich klubach. Draculino zakończył stwierdzeniem, iż bardzo chętnie będzie odwiedzał nasz kraj i pomagał nam w rozwoju umiejętności.
Pamiątkowe zdjęcia były ostatnią rzeczą przed wyjazdem. Do domu dotarliśmy około 22. Zmęczeni ale bardzo zadowoleni z tych dwóch dni, które bardzo przyczyniły się do rozwoju naszych umiejętności i dały materiał oraz motywacje do dalszej pracy.