Relacja z tygodniowego stażu - Edynburg, 9-16 marca 2010

Michał Kiczela

9 marca 2010 roku, ja po raz trzeci, a towarzyszący mi Adam i Jacek po raz pierwszy, wyruszyliśmy w podróż do Szkocji. Naszym celem był tygodniowy pobyt w Edynburgu i trening w akademii naszego głównego instruktora - Ricka Younga.
Od tego roku połączenie lotnicze jest bardzo wygodne, ponieważ bezpośrednie Gdańsk - Edynburg. Tym razem także o „ludzkiej” porze, bo koło 9.30 byliśmy już po odprawie bagażowej na lotnisku Walesa w Rębiechowie i w dobrych humorach, w restauracji lotniskowej czekaliśmy na wylot.
Samolot wystartował punktualnie wg planu o 10.50. Lot był w miarę spokojny. W miarę, bo pod koniec troszkę „rzucało”. Okazało się, że wylądowaliśmy w Edynburgu 40 minut wcześniej niż to było w rozkładzie. Dodatkowo zyskaliśmy jeszcze godzinę ze względu na różnicę czasową między Gdańskiem a Edynburgiem.
Po wylądowaniu, szybka odprawa dokumentów, odebranie bagaży i jedziemy autobusem do centrum. Mamy zarezerwowane mieszkanie na ulicy Grindley, tak więc udaliśmy się pod ten adres. Bez większych problemów trafiliśmy na miejsce, po uprzednim wykupieniu sobie biletów tygodniowych na autobusy miejskie korporacji Lothian.


nasze mieszkanie usytuowane było blisko zamku

Na miejscu małe losowanko, a dokładniej rzuty kośćmi, zdecydowało komu przypadł jaki pokój. Rozpakowaliśmy się i ruszyliśmy „na miasto”. Do treningu, który zaczynał się od godziny 18.00, mięliśmy wiele czasu, tak więc zrobiliśmy zakupy spożywcze. Czekał nas ciężki tydzień treningów, musieliśmy więc zadbać o odpowiednie odżywianie.
Przed 18.00 udaliśmy się do Rick Young’s Black Belt Academy.
Jakże miło było po raz kolejny zobaczyć Ricka i ludzi z akademii, a wśród nich wielu Polaków mieszkających na stałe w Edynburgu.
Pierwszego dnia zajęcia obejmowały Brazylijskie Jiu-Jitsu, Kickboxing i Jeet Kune Do. Jak zwykle w akademii, poziom treningów stał na bardzo wysokim poziomie. Podczas treningu BJJ skupiliśmy się na różnych wariantach wykończenia dźwigni na staw łokciowy tzw balacha. Kickboxing jak zwykle obejmował kilka kombinacji w parach, pracę na łapach i tarczach tajskich oraz sparingi. Trening JKD to głównie pak sao oraz ping-chuie gua-chuie. Na zakończenie sparingi.
Po zakończeniu zajęć długa rozmowa z Rickiem. Niestety, od 2 miesięcy nasz instruktor cierpi na kontuzję stawu kolanowego. Pomimo tego umówił się z nami na zajęcia prywatne. Adam i Jacek mięli swoje we czwartek a ja w piątek.
Po tym bogatym we wrażenia dniu udaliśmy się na spoczynek.
Kolejny dzień - środa.
Po solidnym śniadaniu i chwili odpoczynku czekał nas trening BJJ o godzinie 12.30. Jest to nowa pozycja w grafiku akademii. O dziwo, jak na tak nietypową porę, na trening stawiło się sporo osób. Rick powtórzył materiał z poprzedniego dnia, a także rozłożył na części pierwsze „balachę” z dosiadu. Niby znana nam technika, a jednak nauczyliśmy się kilku nowych detali, które pozwalają wywrzeć jeszcze większą presję na przeciwniku. Na koniec sparingi i to dłużej niż to zwykle ma miejsce na treningu wieczornym. Miałem „szczęście” pokulać się z asystentem Ricka - Johnem, posiadaczem brązowego pasa w BJJ, jedynego tak wysokiego stopnia nadanego przez Ricka. Muszę przyznać, że John prezentuje wysoki poziom, porównywalny już z pasami czarnymi. Innymi słowy sparing z nim można porównać do walki z małym czołgiem ;). Po zajęciach wybraliśmy się do centrum Edynburga. Akademia jak i nasze lokum były praktycznie przy samym centrum, blisko starego miasta, tak więc wszędzie było blisko. Po zwiedzeniu kilku sklepów, a przede wszystkim podstawowego punktu programu - sklepu HMV z płytami CD, DVD, Blu-ray oraz grami na konsole ;) i posiłku w Burger Kingu wróciliśmy do mieszkania, ale tylko na chwilę, bo praktycznie w ciągu godziny musieliśmy zbierać się na treningi zaczynające się o 18.00.


takie widoczki: Ferrari na starówce, są powszechne

Tego dnia zajęcia zaczynały się od Kali, poprzez Kickboxing na BJJ skończywszy. Po zakończeniu byliśmy nieżywi. Przedpołudniowy trening plus bieganie po mieście zakończone zajęciami wieczornymi dały nam we znaki do tego stopnia, że tego dnia po powrocie na Grindley Street nie myśleliśmy o niczym innym jak tylko o spoczynku.
Kolejny dzień praktycznie zaczął się zajęciami prywatnymi Adama i Jacka. Przed godziną 10.00 stawiliśmy się w akademii. Ja tym razem pełniłem rolę fotoreportera. Chłopaki przerabiali przechodzenie gardy. Kolejny raz mimo znanych sposobów, okazało się, że małe techniczne szczegóły robią wielką różnicę.

Nauczeni doświadczeniem dnia poprzedniego, „złapaliśmy” pierwszy autobus na Grindley Street. Pozostałą część dnia, do godziny 18.00, przeznaczyliśmy na przygotowanie obiadu i odpoczynek.
A tak ściślej mówiąc, to Adam przygotowywał obiad, bo poprzez jednogłośny wynik głosowania został mianowany głównym kucharzem wycieczki. Trzeba przyznać, że spisał się na medal.

Gdy wybiła 18.00 zaczął się trening BJJ, na którym nauczyliśmy się kontrować ucieczki z zakładanej przez nas „balachy”, zakończony oczywiście sparingami. Tego dnia, sesja sparingowa była dla mnie koszmarem. Nic nie wychodziło i zostałem kilkukrotnie poddany. No, cóż bywa i tak.
Po treningu odwiedziliśmy jeszcze hipermarket w celu uzupełnienia zasobów.
Kolejnego dnia, w piątek, w samo południe, nadeszła moja kolej na zajęcia prywatne z Rickiem. Jako, że miałem świeżo w pamięci niepowodzenia dnia poprzedniego, wróciłem do podstaw i trenowaliśmy początek walki treningowej, czyli dominowanie przeciwnika w pozycji „z kolan”. Byłem bardzo zadowolony z tego co pokazał mi Rick, bo po pierwsze były to rozwiązania nowe, których wcześniej nie znałem, a po drugie dobrane pod moją posturę i wagę.

Po zakończeniu sesji udaliśmy się z Rickiem na lunch omówić kilka rzeczy, między innymi datę Jego kolejnego przyjazdu do Polski. W trakcie raczyliśmy się sokiem z Acai (czyt. asai), owocu z Brazylii. Nazywany "Jagodą Palmy Brazylijskiej" rośnie na mokrych, nizinnych terenach Amazonki. Acai jest uznawane za owoc posiadający bardzo duże właściwości przeciwutleniające i obecnie jest postrzegany jako owoc mający najlepsze właściwości odżywcze ze wszystkich owców na świecie. Z powodu dużej zawartości pigmentu "anthocyanin", który nadaje acai charakterystyczny, ciemnopurpurowy kolor, owoc ten posiada właściwości zdrowotne. Uznany jako jeden z najlepszych produktów przeciw starzeniu się!
Orzeźwieni napojem, po krótkim spacerze wróciliśmy do naszego lokum. Jednak znowu tylko na chwilę, bo zbliżała się 18.00.
Tego dnia w akademii odbywał się tylko jeden trening - sparingi grapplerskie oraz trening Muay Thai. Jacek i Adam kulali się a ja dla odmiany trenowałem Muay Thai. Trening obejmował pracę na tarczach, łapach, worku oraz sparingi. W tych ostatnich nie brałem udziału, z obawy na moją niedawną kontuzję - zbicie kości piszczelowej i okolic, w prawej nodze. Ta część ciała w Muay Thai jest podstawowym narzędziem ataku jak i obrony, tak więc o uraz łatwo.
W sobotę rano jeszcze trening MMA, prowadzony przez wspomnianego asystenta Ricka - Johna i potem cały weekend przeznaczony na zwiedzanie i rozrywkę.
W sobotę odbywał się mecz rugby Szkocja-Anglia. Za radą Johna poszliśmy godzinę wcześniej do pubu z dużym TV, aby zająć sobie dobre miejsca. Była to dobra rada, ponieważ kilkanaście minut później do lokalu nie można było wcisnąć nawet szpilki. Podczas meczu udzieliła nam się wspaniała atmosfera panująca w pubie. Wszyscy kibicowali oczywiście Szkocji. Mecz zakończył się remisem 15:15, jednak był momentami bardzo emocjonujący. Po meczu jeszcze spacer po starym mieście Edynburga i gorąca czekolada w Starbucks. Niedzielę w całości przeznaczyliśmy na zwiedzanie miasta.

Poniedziałek był ostatnim dniem w akademii. Pierwsze zajęcia to trening MMA. Dla mnie, chyba jeden z najcięższych kondycyjnie w jakich brałem udział podczas tego tygodniowego pobytu. Potem trening Muay Thai, którego ze względu na brak sił byliśmy tylko obserwatorami. Ostatnie zajęcia to BJJ. Tutaj podsumowanie praktycznie całego materiału z poprzedniego tygodnia oraz jedna nowa kontra na ucieczkę z „balachy”. Na sam koniec, jak zwykle - sparingi.
Mimo, iż ten tydzień był bardzo ciężki, to wszyscy żałowaliśmy, że już się skończył. Pamiątkowe foto z naszym instruktorem i kolegami z akademii i nastał czas pożegnania.

Z Rickiem zobaczymy się teraz w Polsce, we wrześniu.
Lot powrotny był zaplanowany na 6.50 rano. Na lotnisku musieliśmy się stawić około 5 rano. Tak więc praktycznie nie spaliśmy tej nocy, bo po powrocie z akademii, dobrze po 22 wieczorem, trzeba było przywrócić mieszkanie do stanu zastanego oraz spakować się.
Bez większych przygód udało nam się dotrzeć na lotnisko, nawet kilka minut przed czasem. Samolot wystartował punktualnie. My, czas lotu poświęciliśmy na odsypianie.
Wylądowaliśmy w Rębiechowie około 50 minut przed planowaną w rozkładzie godziną.
Cała nasza trójka uznała wyjazd za bardzo udany. Nie dość, że nauczyliśmy się sporo nowych rzeczy, spotkaliśmy się z Rickiem, Johnem i resztą członków akademii, to jeszcze udało nam się zwiedzić część Edynburga. Teraz pozostaje doskonalić poznane techniki, przygotować się na wrześniowe seminarium i planować kolejną wizytę w Rick Young’s Black Belt Academy, która prawdopodobnie odbędzie się w listopadzie.




TRENUJEMY

> Jeet Kune Do
> Brazylijskie Jiu Jitsu
> Progressive Fighting Systems
> MMA
> Floro Fighting Systems
> Kettlebells

ARTYKUŁY

ARTYKUŁY
Kettlebells
Edynburg marzec 2010

BJJ
Historia Brazylijskiego Jiu Jitsu
Historia Gracie Barra
Seminarium SAL
Seminarium Draculino
JKD

Co to jest PFS?
Jeet Kune Do
Wywiad Paul Vunak
Straight blast
Clinch
Formy
Sport a ulica
R.A.T.
Świadomość vs paranoja
Pierwsze: skuteczność
Zakończenie sezonu 2003/2004
JKD w Kwidzynie
Zawody kung fu
Wywiad Rodney
Słowacja
Monachium 2006
Edynburg 2007
Rick Young Gdynia 2008

Kalis-escrima-arnis
Kalis Ilustrisimo
Wywiad Radek
Przykazania Kalis Ilustrisimo
Raymond Floro
Antonio Tatang Ilustrisimo
Wywiad z Tatangiem
Wywiad z Raymondem Floro


© Copyright 2006 Instytut Sportow Walki i Samoobrony All Rights Reserved